3.08.2014

Rozdział 18. Fałszywa wersja wydarzeń.


Rozkazy wydawane przez innych są zwykłymi słowami, których nawet silny człowiek musi się słuchać. Najczęściej ludzie boją się kary, jaka może ich spotkać, gdy nie wykona się zadania. Mniejszość kieruje się ślepą lojalnością. Nieliczni godzą się na usługiwanie poprzez chęć odpłaty za czyny, dzięki którym ten ktoś odmienił ich życie.

Obudziłam się z głośnym krzykiem, gwałtownie podnosząc się do siadu. Ciężko dyszałam, czułam jak po moim czole spływają pojedyncze krople potu, a serce... Biło niewyobrażalnie szybko. Zapewne przez ten ,,sen”... Przetarłam oczy rękawem, po czym zaczęłam oglądać pomieszczenie w którym się aktualnie znajduje. Mój stary pokój... Wzięłam głęboki oddech po czym wstałam z łóżka. Od razu poszłam do łazienki z zamiarem wykąpania się.
Odkręciłam wodę i powoli zaczęłam zdejmować ubrania. Moją uwagę przyciągnęła 10 cm rana na żebrach. Nie przypominam sobie żeby Sayuri zraniła mnie w tym miejscu... Po za tym miałabym rozerwane ubranie. Po raz kolejny wzięłam głęboki oddech i weszłam pod ciepłą wodę. Czemu tak bardzo boli mnie głowa? Zapytałam sama siebie. Co prawda, przez tę piękne koszmary z Orochimaru w roli głównej, nie sypiam spokojnie, ale jeszcze nigdy nie miałam takiego bólu głowy. To cholerne uczucie pustki... Mam wrażenie, że już kiedyś to czułam.
Niechętnie wyszłam spod ciepłej wody, po czym od razu ubrałam się i wysuszyłam włosy. Wróciłam z powrotem do mojej sypialni, ale nie na długo. Ból był zbyt mocny, żebym mogła go na spokojnie znieść i pójść spać dalej. Zaraz mi łeb pęknie... Pomyślałam kiedy popatrzyłam na zegarek. Czwarta siedemnaście... Znowu zaczynamy ,,spokojne noce”... Spokojnym krokiem wyszłam na korytarz. Jest tak jak zapamiętałam, czyli lekko oświetlony, żarówki przyczepione do ściany i oczywiście brak wykładziny.
Poszłam w stronę kuchni, tam chyba powinnam coś znaleźć.:
- No nie wierzę! Myślałem, że jestem trzeźwy, a tu co?! Widzę trupa! – Krzyknął wesoły i zachlany Hidan przyglądając mi się od ,,stóp do głów”. Ten smród alkoholu można by było wyczuć na kilometr... – Wyładniałaś... Nosisz soczewkę? Czemu tylko jedną? A może chciałabyś z kimś porozmawiać na GŁĘBSZE tematy? – Powiedział, co chwile chwiejąc się. Oparł się o ściane i chyba starał się wykonać jakiś uwodzicielski uśmiech... Wyszedł jak dzika świnia, która zauważyła pięknie przypieczone mięsko. Ohyda i jeszcze ten nacisk na ,,głębsze”.:
- Porozmawiałabym z tobą dłużej, ale...
- Po co komu rozmowa! Można od razu przejść do konkretów. – Zniżył lekko ton, a uśmiech nie chciał mu zejść z twarzy. Denerwuje mnie... Nie wiem kiedy, ale aktywował mi się gaisenten a w moim ręku w przeciągu milisekundy pojawił się motylek, który od razu nabrał kształtu ostrej igły. Podeszłam do tego napaleńca z lekkim uśmiechem. Objął mnie w tali jedną ręką jeszcze szerzej się uśmiechając. On chyba nie myśli, że rybka skusiła się na przynętę? W błyskawicznym tempie przyłożyłam ostrze do jego policzka. Widać, że był lekko zaskoczony, ale trwało to tylko chwile. W końcu jest nieśmiertelny to czemu miałby się bać jakiejś igły.:
- Posłuchaj... Boli mnie głowa, nie denerwuj mnie, idź spać i nie sprawiaj nikomu problemu inaczej ja sprawię, że zaczniesz bać się iluzji, a także takich oto na pozór niewinnych igieł, dobrze? – Zapytałam się wrednie z lekkim uśmiechem. Zmieniłam swój ton i podejście do całej sytuacji. Chyba dzięki temu uznał, że nic tutaj nie zdziała, więc prychnął i poszedł - chyba – do swojego pokoju. Nie chciałam zastraszać, ale też szybko potrzebowałam jakiś lekarstw bądź leczniczych ziół.

Do salonu doszłam dość szybko. Po za siwym nikt nie wchodził mi pod nogi co było wielką pomocą. Na kanapie zauważyłam Megumi... Chyba nazywała się Megumi. Siedziała prosto, prawie jak dama, albo jakaś ważna osoba z kamienną miną. Właściwie to wpatrywała się w czerń wyłączonego telewizora. Jako, że jestem strasznie ciekawską osobą, podeszłam do niej i usiadłam obok. Chyba ją wystraszyłam... Wzdrygnęła się jakby ducha zobaczyła.:
- Chce ci się o takiej godzinę siedzieć przed wyłączonym telewizorem? – Zapytałam lekko zaspanym głosem. Na początku wpatrywała się we mnie wielce zdziwiona, ale kiedy pomachałam jej dłonią przed twarzą, otrząsnęła się z transu.:
- A tobie przychodzić tutaj? – Odpowiedziała pytaniem. W sumie to miała racje tyle, że ja w szczytniejszym celu...:
- Obudziłam się przez koszmar... Chciałabym pójść spać, ale głowa mnie boli i nie wiem czemu. – Zaraz jak skończyłam mówić przyłożyła swoją rękę do mojego czoła. Dopiero teraz zauważyłam, że na jednym oku ma opaskę...:
- Jesteś rozpalona... Nie poczułaś, że masz gorączkę? – Zapytała sięgając po koc, który leżał rozwalony na fotelu. Nigdy nie zwracałam uwagi na choroby, brałam tabletki przeciwbólowe i ,,pracowałam” dalej... Z grzeczności i chęci pomocy Megumi, wzięłam od niej koc i okryłam się nim dokładnie. To trochę dziwne kiedy człowiek na początku patrzy na ciebie jak na zjawę, a zaraz potem martwi się o ciebie...:
- Dziękuje... – Wyszeptałam cicho. Ułożyłam się wygodnie na kanapie po czym od razu zasnęłam.

- Po co jej pomogłaś?! – Usłyszałam jakiś oburzony lekko piskliwy głos.
- Miała gorączkę... Po za tym należy do organizacji to czemu miałabym jej nie pomóc? – Uchyliłam lekko oczy i zauważyłam kłócące się dwie znane mi dziewczyny.:
- Miyu... Obcięłaś włosy? Ładnie ci tak. – Wydukałam cicho, uśmiechając się. Mimo iż powiedziałam komplement siostra wnerwiła się i wyciągnęła mnie siłą spod koca na nogi tak, że stałyśmy twarzą w twarz. Widać, że była wnerwiona, ale czemu?:
- Dlaczego ty jeszcze żyjesz? Czy naprawdę nie da się ciebie zabić? – Wysyczała przez zęby. Zauważyłam jak w jej oku aktywował się gaisenten. Zrobiłam to samo, po czym kopnęłam ją z kolana w brzuch i szybko odskoczyłam. Jęknęła cicho, co oznacza, że odzyskałam siły. Czuje, że jeszcze mam gorączkę, ale skoro aktywowała kekkei genkai to chce walki...:
- Tak bardzo mnie nienawidzisz, że aż chcesz zabić? – Krzyknęłam w jej stronę. Pogodziłam się z tym, że moja jedyna rodzina chce się mnie pozbyć, ale nadal nie rozumiem czemu... Megumi wpatrywała się w nas obie, po czym zaraz podbiegła do mnie i znowu przyłożyła swoją dłoń do mojego czoła .:
- Uspokójcie się obie! Alice, ciągle masz gorączkę, a ty Miyu nie prowokuj jej! Niedawno wróciłaś z misji, powinnaś odpoczywać. – Rozkazała już spokojniej Megumi. Skutecznie na szczęście, obie dezaktywowałyśmy kekkei genkai. Oburzona siostra chciała pójść do kuchni, ale jeszcze ją zatrzymałam.:
- Ej... Miyu, czemu ścięłaś włosy? – Zapytałam się dość poważnym tonem. Nie to, że długość włosów była szanowana w klanie, po prostu ciekawość mnie zżera. Zauważyłam jak na jej twarzy pojawił się uśmiech... Nie szczery, lecz wredny i przepełniony lekką satysfakcją:
- Chcesz wiedzieć czemu? Bo chciałam jak najmniej przypominać ciebie! Niestety ciągle wiążą nas więzy krwi... – Odpowiedziała mi, po czym poszła do kuchni. Póki nie dowiem się co ja jej takiego zrobiłam, za nic nie zrozumiem czemu żywi do mnie taką urazę... Obie należymy do organizacji zabójców, więc zapewne nie zostało nam dużo czasu do życia. Wstałam i pobiegłam za siostrą ignorując ostrzeżenia Megumi... Jest strasznie upierdliwa jeżeli chodzi o pomoc.
Pociągnęłam Miyu za rękaw płaszcza na tyle mocno, żeby odwróciła się w moją stronę. Nie zdziwiło ją to, że przyszłam... Wręcz przeciwnie, miała mnie w dupie. Patrzyła się ze znudzeniem, tak jakbym już nie robiła dla niej atrakcji, a nawet była zbędna. Wnerwiło mnie to, ale starałam się tego nie pokazywać. Czy wyszło? Raczej tak, ale nie na długo bo nie dałam rady się opanować. Złapałam na kołnierz jej płaszcza i pociągnęłam ją do ściany, żeby mogła mi na wszystko „ładnie” odpowiadać.:
- Nie będę ci zabierać dużo twojego cennego czasu, mam tylko kilka pytań. – Powiedziałam spokojniej wpatrując się jej w oczy. Popatrzyła się na mnie ze skwaszoną miną, po czym ryknęła śmiechem. Co ją tak bawiło?:
- A kto powiedział, że na nie odpowiem? – Zapytała się z wrednym uśmiechem. Zignorowałam jej słowa oraz zachowanie i wróciłam do sedna. Nie chciałam się denerwować przez kaprysy młodszej siostrzyczki...:
- Opowiedz mi wszystko, co wiesz o przeszłości. Od urodzin, aż do ataku na wioskę. – Rozkazałam. Miyu prychnęłam, ale nadal ją ignorowałam. Jedyne co to oczekiwałam prostej odpowiedzi, czy to takie trudne? Z poważą miną wpatrywałam się w jej oczy, które widocznie starały się o minąć kontakt wzrokowy z moimi. Przycisnęłam ją mocniej do ściany, na co cicho syknęła i wykrzywiła minę w grymas z  niezadowolenia.:
- Dobra dobra... – Zgodziła się w końcu, więc puściłam ją i grzecznie czekałam, aż zacznie mówić. Poprawiła sobie płaszcz, a na jej twarzy pojawiła się dość zbolała mina... Tak jakby to co chce powiedzieć sprawi jej przykrość... – Odkąd się urodziłam, zawsze byłam odstawiana na dalszy plan... Ty jako pierwsza aktywowałaś gaisenten, a ja... Ja byłam jak odmieniec rodziny. Nie umiałam walczyć, bronić się, nie umiałam kontrolować czakry, a co gorsze, nie wiedziałam jak to jest posiadać kekkei genkai. Rodzice stracili nadzieje, że kiedykolwiek go w sobie odkryje, więc jeszcze bardziej mnie odrzucili i podobno rozmyślali nad tym, czy nie wysłać mnie do sierocińca... A ty... Ciągle się wywyższałaś, mówiłaś jaka jesteś dobra, obgadywałaś mnie razem z innymi żeby jeszcze bardziej uprzykrzyć mi życie. A no i zawsze jak ćwiczyłaś, to ja byłam twoim królikiem doświadczalnym, aż do czasu wojny. Trenowałaś kiedy nastąpił atak, podobno rodzice cię zabrali z mieszkania, a mnie zostawili tam... Zostawili na pastwę wrogich ninja i rozpadającego się domu. Wtedy znalazł mnie Orochimaru... - Po skończonej wypowiedzi wszczepiła na mnie swój wzrok przepełniony bólem i nienawiścią...
- Dlaczego niekiedy mówiłaś podobno? – Zapytałam, a mój głos drżał... Przeraziła mnie ta historia i jak ona zobrazowała naszą rodzinę...
- Opowiadał mi to Orochimaru, ale co do niektórych sytuacji mam dylemat... Mam małe luki z przeszłości. - Jak ona mogła uwierzyć w taką bajeczkę. Orochimaru jest szują, przebiegłym gadem, a nie człowiekiem któremu można zaufać. Ja to zauważyłam, czemu ona nie może? Jestem pewna, że tak nie było... Nie mogłabym ranić własnego rodzeństwa, a rodzice... Cóż, tego nie wiem. W końcu pamiętam pamiętam jedynie małą cząstkę całości... Czy ona powiedziała, że coś pamięta?:
- Nie wierze w historyjki Orochimaru... Komuś takiemu jak jemu nie można ufać. Zawsze na pierwszym miejscu jest on, przekonałam się o tym... – Skończyłam mówić, kiedy kątem oka zauważyłam węża za oknem... Nie jest to przypadek, bo przecież ta organizacja znajduję się na pustyni, a takie węże znajdują się tylko w lesie. To znaczy, że obserwuje mnie. Ten gad mnie obserwuje... Zero zaufania. Potrząsnęłam głową i wróciłam do Miyu. – Zrobisz co uważasz, możesz posłuchać się mnie, lub jego. Co prawda, nie powiem ci nic, bo sama nie pamiętam tamtego okresu, ale pamiętam naszą mamę... Ten moment, kiedy nazwała mnie księżniczka Ame... Pamiętam jej wzrok, przepełniony smutkiem i te zaszklone oczy. Potem już tylko jak kazała mi uciekać. Mogłabyś powiedzieć mi co ty pamiętasz? – Zapytałam po krótkiej przerwie. Trudno jest rozmawiać o takich rzeczach, szczególnie osobie, która mówi o martwej osobie z rodziny. Na szczęście – lub też nie - ten temat nie jest trudny tylko dla mnie... Można to łatwo stwierdzić patrząc na Miyu, która powstrzymuje się od smutnej miny poprzez przegryzanie dolnej wargi.:
- Ja pamiętam... – Powiedziała cicho po czym wzięła głęboki oddech. – Pamiętam jak razem się huśtałyśmy. Byłyśmy raczej wesołe, roześmiane, a rodzice stali za nami. Oni także wyglądali na szczęśliwych... Potem pamiętam już tylko jak obudziłam się u Orochimaru. Ta mała luka ciągle mi chodziła po głowie, ale zostawiłam ją dla siebie. Równie dobrze to mogło być jakieś urojenie. Tak czy siak nigdy nie dowiemy się jak to było naprawdę więc jedyne co można, to wierzyć w to co się wie. – Zakończyła po czym zaczęła iść w stronę wyjścia. – Pogódź się z myślą, że nigdy nie dowiesz się prawdy, Alice. Ja tak zrobiłam i żyje mi się dobrze. – Powiedziała cicho stojąc do mnie tyłem. Chwile później opuściła pomieszczenie. Po tych zwierzeniach miałam kompletny mętlik w głowie. Jedna myśl gryzła się z drugą, a potem dochodziły kolejne które także nie pasowały do całości. Nie dało się z tego ułożyć niczego sensownego... Stałam jakby sparaliżowana i wpatrywałam się w brudną biel ściany, dzielącej jadalnie od kuchni. Tyle tajemnic i pytań, a zero odpowiedzi i jakichkolwiek wskazówek... Zacisnęłam dłoń w pięść, po czym po wielki zamachu uderzyłam w ścian, robiąc małe wgniecenie. Poczułam mały ból, ale szybko zniknął. Za bardzo pochłaniała złość... Ta rada, którą mi podała... Jest błędna w każdym wyrazie. Jak można żyć spokojnie kiedy nie zna się swojej przeszłości... Do tego ktoś wklepuje takie bzdury myśląc, że dzięki temu będzie miał jakąś przewagę. Ten obślizgły drań na prawdę nie ma serca... Tak oczerniać rodzinę Wakarii? Szybko wybiegłam z kuchni i popędziłam do lidera. Minęłam Megumi, która jedynie spojrzała na mnie zmartwiona. Chyba wiedziała, że nie posłucham jej kolejnych rad na temat, „jak poprawić mój stan”.

Wbiegłam przez przez uchylone drzwi prosto do dość dobrze oświetlonego pokoju. Lekko zakręciło mi się głowie, ale to chyba przez zmienię intensywności światła. Yahiko stał przy oknie i widocznie coś obserwował. Był taki spokojny i skupiony.:
- Można jakąś misje? – Zapytałam wyższym tonem żeby wyrwać go z transu, lecz nie zareagował. Widocznie to coś było bardziej interesujące ode mnie... Podeszłam powoli. Nadal brak reakcji, więc wyjrzałam za okno. Lekkie ziarenka piasku ocierały o szybę tworząc lekki szum. Za szkłem jedynie przemieszczający się piasek i nic więcej.:
- Nie dziwne jest to, że na pustyni znajdują się zwierzęta, które normalnie zdechłyby przy pierwszych kilku godzinach? – Zapytał się mnie. Trochę zdziwiło mnie to i nie wiedziałam co o tym myśleć. Domyślał się, że aktualnie – i nie chętnie - pracuje dla Orochimaru? Tępy nie jest, ale mam nadzieje, że tak nie myśli.:
- Pytałam o misje. – Zignorowałam to co powiedział na co lekko zmarszczył brwi.:
- A ja o węża. – Odpowiedział odwracając wzrok w moją stronę. Po raz kolejny zdziwiła mnie jego odpowiedź. Ale postanowiłam trzymać na swoim. Potrzebowałam jakiegoś zlecenia. Musiałam się odstresować i porozmyślać. W tym stanie nie dam rady usiedzieć na dupie, a jeżeli już będę musiała to porozwalam tu wszystkie ściany...:
- Zapytałam pierwsza, więc pierwsza oczekuje odpowiedzi. – Uargumentowałam trochę jak dziecko... Ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. Nie wiem czy się przewidziałam, ale chyba zauważyłam jak kącik jego ust uniósł się lekko do góry. Szybko odwrócił się i podszedł do biurka. Wziął z niego jakiś zielony zwój i rzucił w moją stronę. Bez większych problemów złapałam go i zaraz zaczęłam czytać co znajduje się w środku:
- Możesz przetransportować naszego szpiega. Na tę chwilę mogę ci dać tylko coś takiego. – Powiedział uważnie przyglądając mi się, a raczej wyczekując mojej reakcji. Misja była banalna... Wystarczyłoby wezwać Komuru, który w błyskawicznym tempie zawiezie go w wyznaczone miejsce...:
- Zależy na czasie? – Zapytałam się nagle zwijając materiał.:
- Rozplanuj to sobie jak chcesz, ale nie więcej niż 3 dni. – Odpowiedział jak zawsze niskim tonem. Lekko zrezygnowana wzięłam głęboki oddech. Głowa nadal mnie bolała, potrzebowałam się odstresować, a on daje mi takie proste zdanie... Kiwnęłam głową na znak, że przyjmuję misję i już kierowałam się w stronę wyjścia, ale przypomniałam sobie jego pytanie.:
- To prawda, że zdechłyby po pierwszych kilku godzinach, ale mogą być przez kogoś chronione. – Powiedziałam spokojnie, po czym od razu wyszłam. O co mi chodziło z całym tym zdaniem? Cóż... Głupi nie jest. Na pewno zdaje sobie sprawę, że możemy być przez kogoś śledzeni, a jeżeli udawałabym, że to zwierze jest groźne mógłby zacząć mnie podejrzewać, co nie jest mi na rękę... Chociaż pewnie i tak mi nie ufa... On już nigdy mi nie zaufa.
-----------------------------------------
Notka strasznie długa (według mnie) i mam nadzieje, że się nie zanudzicie czytając.

Pozdrawiam i żegnam! 
A no i Miyu w obciętych włosach: